piątek, 28 października 2016

planszówka.

- wejdź, powiedział do niej namiętnym głosem,
A kiedy już weszła poszedł za ciosem.
Wyglądała jak zawsze, tak pociągająco,
Chciał bardzo mieć ją teraz, tu - na stojąco.
USiadła przy oknie prosząc o kawę,
Gdy niósł ją dla niej, rosło pożądanie.
Zagryzała wargę patrząc z żałością,
Jak przełyka ślinę z wielką trudnością.
Anchedonia pragnień uniosła się w górę,
W chmurach marzeń tworząc dziurę.
Rozmowa zaczęła się dość spokojnie,
Gdy tak patrzyli na siebie dostojnie.
Gra słów, marketing zmysłów,
Wstała siejąc zamęt wśród jego zmysłów.
Pożegnała się i zbliżając się do drzwi,
Złapał ją mocno za włosy i
Wyszeptał  ciche "do widzenia"
Wiedząc, że przecież odejść jej nie da.

czwartek, 27 października 2016

moderator.

Aż do ostatnich chwil...
Kiedy moja trumna pod ziemią się znajdzie,
Lub prochy rozsypie ktoś dobry na fale
Do czasu, gdy moje serce zaśpiewa w kimś innym,
A mózg przestanie intensywnie rozmyślać,
Do czasu, gdy oczy przestaną zauważac i płakać,
Do chwili, gdy usta zaschną ciszą,
A uszy pezestaną pobierać draft rzeczywistości,
Przestaną odbierać telefony twierdząc, że to pomyłki.
Do czasu, gdy dłonie nie będą już ani ciepłe, ani zimne - pozostaną samotne choć to liczba mnoga.
Do tego momentu będę moderatorem, fotografem, reżyserem, aktorem.

wtorek, 25 października 2016

Już pora.

Słyszysz skrzypce? one, one, one...
usiądź, w lampce świeci wino.
Śpiewasz? melodia Twoich słów znów hipnotyzuje.
Czym jest czas? Mam wrażenie, jakby nic się nie wydarzyło.
Czas. On, on, on...
biegł jak zawsze.
Nas potraktował jak przeszkodę.
Udało się.
Chodź. Chyba masz mi wiele do powiedzenia.

sobota, 8 października 2016

czwartek, 6 października 2016

Terapia

I powstało, dzięki za współpracę :)

Zbyt ciężko, daleko i gęste powietrze,
"rozpływa się w jesiennym wietrze",
deszcz sprząta złoty dywan liści,
"wytkany z samych ludzkich korzyści",
Splątany z nadziei i ludzkich marzeń,
"jak głowa wolna od wszelkich skażeń",
Kolory tęczy się posypały,
"zmieniając zimę, w ciepłe upały".


"chodząc krętą drogą marzę",
że czas moją ścieżkę pokaże,
"kiedy z gotowości wstaję",
czuję jak słońce pachnie majem,
"poruszam się do przodu i widzę",
sytuacje i stany, których się wstydzę,
"nieodrobione zadanie łapie mnie",
kiedy chcę sama przed sobą przyznać się,
"Jak bardzo mocno nie wiem że",
przedziera mnie mój własny lęk,
"Jak głuchego telefonu dźwięk",
i ciepło, gdy generujesz do mnie szept.
"wtedy czuję się jak miłosnej sztuki, adept".
który wykonuje rozmów magiczny dialekt,
"słowami są gesty, które ode mnie westchły"
oddech goni, gniew i znak zły
"ja gryzę jak zwierzę które straciło kły",
odliczam bezwładnie kolejne dni,
"Kiedy do ciebie wrócę, O mała Mi"
Ja, Włóczykij obdarty z marzeń, ze krwi
"o, tracę siłę, weź mnie pchnij",
ogród zaprasza nas - zamknij drzwi.

środa, 5 października 2016

Zaświtło słońce o poranku rosowym,
Blask otulił Twoje ciało w pościeli.
Promień Cię muska, już jesteś gotowy,
By wyjść i męczyć mnie do niedzieli.

Tylko mrok był między nami.
Nagość zjadła wszelki wstyd.
A noc witała się z naszymi ciałami,
Myśli tworzyły gorący zgrzyt.

Nie było rozmów, słowa kagańce.
Tylko odgłos rozkoszy, niegrzeczne żarty
Szum pościeli ściskanej, woda w szklance
Wbijane paznokcie i naskórek zdarty.

Uzależnienie, obsesja, pieprzona chimera.
Umysł chęcią zainfekowany.
Wzrok, ktory przenikliwie i szybko rozbiera,
Radość, łzy, rozmazane plany

poniedziałek, 3 października 2016

czekam.



I cze k am, aż
Świat się posypie jak te-tri s…
Aż litery, każda z liter, każda z samogłosek, każda spół gło ska
Coś upa dnie tak bez wła dnie
Posypie się złoty puder.

Znikną ja bło nie,
Wys chną z ognia dło nie
I czas. Pójdzie spać

Wtedy ja, zerwę z krzaków liści sok.
Znajdę wreszcie mo-o-c
By wykrzyczeć Tobie w twarz…
I ubiorę siebie w n-o-o-c
Zerknę na swój własny los
Dam umowę Ci na staż
Pokaż co masz
Pokaż co m-a-a-sz...

sobota, 1 października 2016

poison

Nie wszystko jest takie, na jakie wygląda.
Nie wszystko z marzeń ulokujesz w rzeczywistości.

Masz dwa światy, uwierz w to w końcu.
Jeden jest tu, drugi jest w Tobie.
Pielęgnujesz go niczym kwiat,
Lecz możesz go poczuć jedynie w rozmowie.

Mijasz co dnia tak wielu ludzi.
Każdy z nich ma drugie ja.
Pierwsze wrażenie jest tak ważne,
Daje Ci wiedzę i pewien znak.

Dojrzewam każdego dnia.
Nie mówię o sobie - klecę co się da.
I choć ktoś mi wmawia, że wartość mam,
Nie wierzę i czuję, że sięgam dna.

Ten stan trwa już 9 125 dni.
Każdy z nich to słońce i księżyc,
A lekarstwa dawno wyginęły z czasem,
Pozostało mi pielęgnować NIC.

Złe miejsce i zły czas.
Urodziłam się jakby przeniesiona w czasie
A bliscy mi ludzie cierpią strasznie,
Odchodzą gdy myślą, że jestem zła.

Zepsutą mam krew, jest słodka, niemechaniczna.
Pachnie jak skórka zdechłej pomarańczy,
Los pieprzy się ze mną jak gwóźdź bez młotka.

Szukam trucizny