niedziela, 13 sierpnia 2017

Walczę.

Czekam na Twój ruch - w tył.
Wycofaj się proszę, oszczędź mnie.
Wiesz, że nie poddam się tak łatwo,
Mimo, że jesteś przy mnie ciągle.
Poradzę sobie z Tobą, zobaczysz - mam dla kogo.
Odejdź, nie jesteś mi potrzebna. Nie poddam się Tobie.

wtorek, 28 lutego 2017

Przepraszam

Rana, która łata się jak dziury.
Chmury, których razem dotykamy,
Znamy je wszystkie lecz każde z nas inne,
Zwinne w postaci snów, marzeń,
Zdarzeń w ciepłym, naszym domu.
Komu? Mam zawierzyć się, powiedzieć,
Wiedzieć bym chciała jak dalej mam żyć,
Nić urwana z całych włókien ich barw.
Larw tłustych garść zamiast kwiatów róż,
Burz i słońc ...

Człowiek chodzi, uśmiecha się do świata,
Lata, upada. W podświadomości zdechłych much.
Duch, powiadam. Uczuć duch.

środa, 22 lutego 2017

Zobowiązani do kłamstw i manipulacji,
Zapłata za lata budowania strachu.
Ludzie dookoła nich tonący we frustracji,
Tonący w ciszy, myślach i rozmachu.
Wystawione faktury na firmy naiwnych,
Naiwnych zakochanych, zaślepionych.
Słowotok bzdur, emocji dziwnych,
Na śmietnik jak mebel uczuć wystawionych.

Kończę się, pomału wypalam.
Jestem typem botanika - lubię przesadzać,
Typem piekarza - daję wypieki,
Typem sapera - ciągle rozbrajam...

Chcę odejść, bo walczę ze sobą.
Nie chcę wyjść na masochistkę.

sobota, 18 lutego 2017

Raca

Grosz na szczęście,
Ciepłe ręce,
Znak znaków ponad znakami - proszę o więcej.
Sto cichych westchnień,
Dwa z dwóch uniesień,
predyspozycje boksera do bicia sercem.
Odnoszę wrażenie, dziękuję, ile płacę?
"Co łaska", kładę kilka kwiatów na złotą tacę,
Jeszcze nie wiem ile w przyszłości przez to stracę,
Mój ogród płonie, jakbyś wrzucił do niego race...

środa, 8 lutego 2017

gaszę.

Wracam do domu,
ta sama droga jak co dzień, muzyka grana na membranach - częstuję się.
Czuję jak opada cała ta olimpiada wyścigów aut i wyścigów ludzkich serc.
Nie chcę gonić za nimi, nie czekam ani chwili, pakuję swoje życie i idę z nim przez kawał czasu,
dzielę go na kawałki, wielkim nożem do tortu, patrząc jak spadają na ziemię świeczki i zapałki.
Napawam się. Ten stan sprawia, że moje zdolności do lenistwa kleją się jak czekolada,
kiedy biorę ją do ust, czuję chłód, coś mnie znów napada, nie chcę spać i odmawiam modlitwę na kilka słów.
Zabierz to, proszę, schowaj sobie. Na pamiątkę, na potem, nieważne. Jest dobrze.
Nie znikaj stąd, to nieistotne, jak bardzo chcę wydobrzeć, daj mi lek na ambrozję.
Gaszę światło - wszystko ustało, cisza stoi na rzęsach, by nie wyjebać się o hardcore.
Lustra na ścianie, a w nich czekanie na świt, który jest jak przepłynięcie oceanu żabką.
Zalane góry, w lasach, gdzie co poniektóry, biały czy bury - każda może zostać matką,
zabierasz mi moje dziury, z pamięci wygoń wichury, które są jak małe bzdury, sztorm podany statkom.

czwartek, 26 stycznia 2017

czas

Widziano go o stu twarzach,
Nocami i dniami, przebiegła istota,
Kąpał emocje i ciszę w wyrazach,
Nieprostych wyrazach. Poliglota.

Ten moment, gdy mowił: "koniec"
I koniec tak naprawdę był.

Znał wielu ludzi, zgubionych i pewnych,
Labirynty charakterów na drodze spotykał,
Bosymi stopami kroków licznik biernych,
Garści tabletek na wieczór łykał.

I ten moment, gdy "koniec" mówił
I nic rzeczywiście nie było...